
Muzycy zwykli mawiać że swoje płyty traktują jak dzieci. Jako wynik niezwykłej pracy i ogromnego nakładu sił. W wywiadzie dla pewnej muzcznej stacji Damon Albarn porównał dziennikarzy obrażających jego twórcze dokonania do typowej amerykańskiej,grubej mamuśki, która widząc spacerującego po parku ojca z synem, zaczyna obrażać latorośl. Połączenie o tyle dziwne, co wybitnie trafne. Tak więc dzisiaj postanowiłem wcielić się w postać grubej mamuśki.
Rola obrażonej latorośli przypadnie albumowi Static X, który nosi doskonale oddający powagę sytuacji tytuł, Cannibal.
Powiedzmy sobie odrazu i bez zbędnych wstępów że amerykanie nigdy nie należeli do pierwszej ligi rockowego grania. Syntetyczne brzmienie połączone z monotonnymi zagrywkami gitarowymi,wzbogacone dodatkowo śpiewem Wayne'a Statica to dla mnie zdecydowanie za dużo. Chociaż kiedyś dało się tego przynajmniej słuchać, bo Static-X nie nagrał samych beznadziejnych płyt. Najlepsza moim zdaniem była wydana w 2005 Start A War, choć i wcześniejsze dzieła przy drobnej ilości substancji wskazujących u słuchacza, nawet się broniły. Niestety nie można tego powiedzieć o Cannibal.
Odpalamy pierwszy numer i cyrk się rozpoczyna. Opętańczy krzyk Wayne'a i melodyjka niczym z chińskiego baru gdzie specjalnością jest suszi. Hm...skoro dobrej muzyki tu nie zaznam to przynajmniej się pośmieję. Dalej jest jeszcze gorzej. Kompletnie od czapy techno wstawki i do bólu przewidywalne motywy wałkowane przez gitarzystów. Album tak potwornie nuży i denerwuje że przesłuchanie go w całości około 30 razy było dla mnie istną katorgą. Utwory są podobne do siebie, więc zapamiętanie choćby jednego refrenu graniczy z cudem. W mojej głowie została tylko melodyjka z chińskiego baru oraz pierwsze 40 sekund Goat, które są całkiem przyzwoite. Może jeszcze Destroyer od biedy można posłuchać. Akurat wybór singla im się udał, mimo że kompozycja strasznie przypomina numer Prodigy Razor, ale to już inna kwestia.
W zasadzie to inne zalety ciężko wskazać. Nawet okładka płyty jest tragiczna. Steven Gilmore stworzył takiego potworka, że już nigdy nie powinien brać się za tego typu rzeczy.
Dla kogo jest więc ta płyta? Dla fanów z pewnością, choć i oni powinni czuć się zawiedzeni. No dobra, dla fanatyków, którzy wchłaniają każdy wynalazek pod nazwą Static-X. Jeśli koniecznie chcecie poznać twórczość amerykanów to sięgnijcie po wcześniejsze płyty, a tę omijajcie szerokim łukiem. Na koniec jeszcze drobna uwaga od grubej mamuśki. Wayne zrób coś do cholery z tymi włosami...
7 komentarzy:
Buahaha no to pojechałeś. :D Świetna recka. Co następna to lepsza :D i dzięki za Serja :) mogę kontynuować koncert życzeń?:D
Ehh...jestem fanem zespołu i niestety musze przyznac racje. Moze ma troche wiecej zalet no ale za dobrze to nie jest. Punkt dla ciebie za gruba mamuske mocno sie usmialem. Pozdrawiam
Yeah! Fat mammy xD Stary jedziesz w dobrym kierunku :D Może po wakacjach zrobisz recke False State ?:D Trzymaj tak dalej to trafisz do Teraz Rocka... albo co tam wolisz ;) Peace man:)
soadek soadek czy tam diabeł wszystko jedno :P ty tylko o mamuśkachxD :P no ale racja to racje usmiałem się xD;P
soadek dajcie tylko demo albo epke i obiecuje ze tu sie znajdziecie :D
Dobre tempo narzuciłeś :D Codzień to nowość. Tak trzymaj. Koledzy u góry już Ci dosłodzili więc nie będę kontynuował :D Z mamuśki się smieje od rana :D
O i Jaro sie pojawił ^^ Demko... Może przed wakacjami będzie ;D Albo singiel ;)
Prześlij komentarz