niedziela, 4 maja 2008

Jack Penate - Matinee


Są zespoły, artyści od których nie wymaga się wiele, ot proste piosenki do pośpiewania i poruszania nogami. Do właśnie takich w niedalekiej przyszłości należeć będzie Jack Penate. Jego najnowszy i zarazem pierwszy album spełnia w pełni powyższe kryterium. "Matinee" to zbiór kilkunastu prostych i w miarę chwytliwych numerów, których nucenie nie będzie wielkim problemem po jednym, całościowym przesłuchaniu.
Zacznijmy jednak od początku.


Jack Penate to urodzony w Londynie dwudziestoparo latek, który materiał na debiutancką płytę napisał samodzielnie. Traf chciał że przypadkowo napotkał na przedstawicieli wytwórni Sonic, którzy własnym sumptem wydali debiut Jacka. Swojsko brzmi...
W działaniach koncertowych grajka wspierają koledzy z Londynu: Joel Porter, Thomas Lightfoot oraz Alex Robins.


Gwiazda została przedstawiona, można zatem wrócić do meritum.


Penate w zadziwiająco łatwy i przyjemny sposób potrafi łączyć rock z elementami ska, ocierając się nawet o melodie popowe. Na płycie ma potencjalne hity jak i chwytające za serca ballady. Dodajmy że dysponuje wokalem, który nikomu nie wadzi. Wydał parę świetnych singli min: "Spit At Stars", "Have I Been A Fool?". Oto mamy gotowy przepis na alternatywna płytę roku na Wyspach.


No i tutaj zaczyna się problem. Bo niby jest miło i fajnie, ale jednak cholerstwo po kilkunastu podejściach nudzi potwornie, a Penate z przyjemniaczka staje się prześladowcą. Natomiast jego wokal drażni niemiłosiernie. W tym tkwi cały problem tego wydawnictwa. Bowiem "Matinee" jest albumem dobrym na kilka niezobowiązujących wieczorów.
Na dłuższą metę staje się mętny jak...hm...mętny jak króliczy mocz for example.
Konstrukcja utworów ta sama, a motywy i zagrywki gitarowe zadziwiająco wręcz do siebie podobne. Po kolejnych przesłuchaniach okazuje się zatem że najmocniejszym punktem albumu są ballady: "My Yvonne" i "When We Die", które z początku wydają się typowymi wypełniaczami.
Pokusiłbym się nawet o ocenę tej płyty, bo przychodzi to wyjątkowo łatwo. Typowy średniak z ambicjami. Ogromny potencjał i talent to pisania chwytliwych melodii, gdyby dołożyć do tego ambitniejszy tekst to może następna płyta będzie czymś wielkim, ale zaraz, zaraz. Co ja wspomniałem na początku? Ma być prosto i miło, a zatem niech Jacek gra sobie te swoje optymistyczne numery nad których głębią nikt nie musi się zastanawiać.

16 komentarzy:

Anonimowy pisze...

No i wrocil baran jeden :D Dlugo musielismy czekac, dobrze ze jestes, dobra recka :)

Anonimowy pisze...

Dobrze że znowu piszesza, ale chyba pierwszy raz się chyba z toba nie zgadzam. Matinee to album wybitnie słaby, ktory tonie w natłoku indie rocka z wysp. For example Kooksi ;) dobre to for example :D

Anonimowy pisze...

Kooks ssie! Jack lepszy jest.

Anonimowy pisze...

Takie albumy powinno się wydawać z własnej kieszeni, wtedy byłby bardziej autentyczny.:D

Anonimowy pisze...

głupoty gadasz kolego. Ile ten chłopak dostanie pieniędzy z tego albumu?

AsfalT pisze...

Kilkanaście procent ze sprzedaży. Sonic jest taką wytwórnią, która ochuja go na wszystkie możliwe sposoby, a że chłopak młody to nie sądzę by specjalnie się wykłócał. To nie Reznor albo Yorke. Zresztą wiadomo że większą korzyść przyniesie mu działalność koncertowa. I to wcale nie jest wybitnie słaba płyta :P

Anonimowy pisze...

Fajny blog. :) Będę częściej wpadał.

Anonimowy pisze...

No z tym sie zgodze, chociaz to nie jest Polska gdzie artysta musi lapac wszystkie mozliwe koncerty zeby zarobic w tym supermarkety for example .

AsfalT pisze...

No tylko że ja wcale nie powiedziałem że Penate utrzyma się tylko z koncertów ;) Po prostu zarobi na nich więcej.

Anonimowy pisze...

A ja sie wylamie i napisze ze pierwszy raz sie z Kuba zgadzam :D to sa faktycznie chwytliwe melodie

Anonimowy pisze...

oł je... nie znam tego pedała... i wiesz Kubuś, że nie gustuje w muzyce z grejt britejn... szczególnie indie rock i te inne typy... ALE... ciesze sie, że wróciłeś stary :) kurwa... zajebiście piszesz jak zawsze ^^
czekam na recke bardziej mi znanego zespołu xD
peace
:*

Anonimowy pisze...

Kuba recenzja na Vividzie to zabieg zamierzony?:>

AsfalT pisze...

Jak najbardziej ;)

Anonimowy pisze...

Zaczyna śmierdzieć komerchą :D

Anonimowy pisze...

I do tego współpraca z wywrotem :D komeeercha! :D xD

Anonimowy pisze...

Pierdolicie :) dobrze pisze to go chcą, proste.